Blog

08.05.2017

PODRÓŻE KULINARNE PO SARDYNII Z EKSPERTAMI OD BIO ŻYWNOŚCI CZ. 3

thumbnail

Kolejna kulinarna wędrówka z Moniką zakończyła się najcudowniejszym zachodem słońca, oglądanym z wysokich bastionów w Alghero. Przed nami w połyskującym morzu tonęło powoli purpurowo-złote słońce, zdążyłyśmy na to widowisko w ostatniej chwili, po długim i pełnym kulinarnych przygód dniu. Odwiedziłyśmy tego dnia 3 magiczne miejsca, w których pełni pasji Sardyńczycy pomagają naturze tworzyć zdrowe, naturalne i niesamowicie pyszne jedzenie. Zacznijmy więc od początku...

Ruszamy z Olbii na zachód przez gęste lasy dębów korkowych, z których słynie ten rejon Gallury. Część dębów połyskuje rdzawo czerwonym wnętrzem odkrytym po zdjęciu kory, w tych rejonach produkuje się mnóstwo korka. W pobliżu miejscowości Laerru wjeżdżamy w boczną drogę, która prowadzi nas do zagubionego w zieleni gospodarstwa. Po wyjściu z auta uderza w nas cała feeria zapachów – kwitnących i rozgrzanych już porannym słońcem ziół, warzyw, winogron, a nad tym wszystkim pobrzękuje mnóstwo pszczół. ”Witajcie w krainie miodu i wina!”– dobiega nas wesoły i pełen energii głos gospodarza, to Massimo Rossini – dziś pełen pasji i doświadczenia wytwórca miodów i wina, ale jakiś czas temu właściciel świetnie prosperującego zakładu fryzjerskiego w Londynie. Rodzina to dla Sardyńczyka najważniejsza sprawa na świecie, dlatego też Massimo, na wieść o poważnej chorobie ojca, porzuca wielkie perspektywy w Londynie i wraca na Sardynię, by pomóc ojcu w realizacji jego wielkiego marzenia – stworzenia rodzinnej winnicy. Dziś tata Massimo nie przechadza się już wśród rzędów winorośli, gospodarstwo prowadzi mama z synem. Oprowadzają nas po swoim królestwie, opowiadając wzruszające, rodzinne historie. O miodzie i winie wiedzą wszystko, bardzo ważne są dla nich kwestie ekologii, czystości produktów, troski o środowisko. Prócz pasieki w gospodarstwie, prowadzą tzw. mobilnąprodukcję miodu, ule są przewożone w różne rejony, w zależności od kwitnięcia danego kwiatu, rośliny na określonym terenie. Drugie śniadanie tego dnia zjadamy na pięknej werandzie w domu Massimo i jego mamy, maczamy lokalny pyszny ser w różnych gatunkach miodu, słuchając opowieści o ich wpływie na zdrowie. Sardynia słynie z miodów, spotkacie tutaj wiele rzadkich rodzajów miodu – jest miele di corbezzolo czyli miód z drzew poziomkowych, miód eukaliptusowy, świetny na przeziębienia, miód lawendowy, miód z ostropestu, miód z mirto i wiele innych... Mnie smakuje najbardziej miód limonowy, z pyłku drzew cytrynowych, ma cudowny zapach i smak. Do posiłku popijamy oczywiście wino gospodarzy, Na koniec wizyty mama Massimo wręcza nam wspaniały prezent – każda z nas dostaje słoiczek kremu, to niesamowite, że  prócz tego wszystkiego, gospodarze prowadzą także mały gaj oliwny i wytwarzają ekologiczne kremy z miodu i oliwy!

Najchętniej spędziłabym w tym magicznym miejscu resztę dnia, musimy jednak ruszać dalej, tylko 27 km na południe stąd, czekają już na nas następni zakochani w swojej ziemi i jej płodach Sardyńczycy. Po drodze Monika opowiada mi, że wizyta w tej krainie miodu i wina to jedno z miejsc, które najbardziej zachwycają uczestników organizowanych przez nią wycieczek do winnicy. Po krótkiej przejażdżce zbliżamy się do miasteczka Ploaghe, tutaj prowadzi gospodarstwo kuzyn kulinarnego celebryty Gianfranco – bohatera poprzedniego odcinka „Kulinarnych Podróży...”. Tym razem wjeżdżamy do krainy zbóż, maki i makaronów. Warto przy okazji wyjaśnić, że włosku makarony określa się słowem pasta.Zostajemy powitane serdecznymi uściskami kuzynów Gianfranco – IMIONA! ,  ci młodzi i pełni energii ludzie z  duma oprowadzają nas po nowoczesnych pomieszczeniach, pokazują etapy produkcji pasty, dysponują własnym młynem, kontrolują jakość wszystkich produktów już  od etapu rolnika.  Powstaje tutaj min. słynna sardyńska fregula- małe twarde kuleczki z mąki razowej, składnik jednego z najbardziej tradycyjnych sardyńskich dań – fregula z  sosem pomidorowym i owocami morza. I właśnie na to danie zostajemy zaproszone przez tych sardyńskich królów makaronu. Przy posiłku słuchamy bardzo ciekawego wykładu o właściwościach prozdrowotnych freguli, popijamy białe lokalne wino galluryjskie i czujemy, jak nasze życie wydłuża się z każdym kęsem... Po wspaniałym obiedzie krótki spacer uliczkami miasteczka Ploaghe, które ma bardzo ciekawą historię, sięgającą już czasów cywilizacji nuragicznej, co najmniej 10 zabytkowych kościołów przy zaledwie niecałych 5000 mieszkańców.

Przed nami przedostatni przystanek dzisiejszej kulinarnej włóczęgi – tym razem czeka na nas kraina oliwy z oliwek. Jedziemy prościutko na zachód w stronę Alghero, mijamy słynną pasiastą katedrę Santa Trinita di Saccargia, Jej nazwa nieodmiennie mnie rozwesela, oznacza bowiem Kościół Najświętszej Trójcy od łaciatej krowy. Tym razem nie zatrzymujemy się, by odwiedzić jeden z najsłynniejszych kościołów na wyspie, czekają na nas bowiem oliwne gaje i dobrodziejstwa oliwy z oliwek. Do serca tej krainy dojeżdżamy dość długo przez ogromne gaje oliwne, czekający na nas EmilianoPiras posiada w okolicy ok. 100 hektarów terenu. Wytwarza doskonałej jakości i czystości bio oliwę wyłącznie z własnych oliwek ( musicie wiedzieć, ze wielu wytwórców oliwy tłoczy ją z oliwek skupowanych od różnych rolników, co nie zawsze owocuje wysoką jakością) Kolejny tego dnia spacer odbywamy wśród delikatnego szumu szarozielonych listków setek drzewek oliwnych. Słuchamy opowieści o kolejnej wielkiej pasji sardyńskich ludzi – uprawie tego cennego drzewa i produkcji z jego owoców produktu, który wiąże się, chyba jak żaden inny ze zdrowiem i długowiecznością. Gospodarze mają bardzo ekologiczne podejście do wszystkich działań, pozostałości organiczne z upraw przekazują lokalnej elektrowni do produkcji energii, sami także produkują energię – pokazują nam z duma liczne panele słoneczne. Po degustacji ich przepysznej, łagodnej w smaku oliwy żegnamy z żalem to cudowne miejsce.

I oto dotarłyśmy do końca tego pięknego dnia – stoimy z Moniką na bastionach w Alghero, podziwiając jeden z najpiękniejszych sardyńskich zachodów słońca. Jadąc tutaj z Olbii, odwiedziłyśmy po drodze miejsca, gdzie ludzie z pasją i ekologicznym zacięciem wytwarzają przepyszne i niesamowicie zdrowe bio produkty – miody, oliwę, wino i makarony. Myślę, że prócz cudownych plaż, to jest właśnie największym bogactwem tej wyspy.


avatar

Alicja Stolarczyk

Specjalistka i hobbystka w kwestiach wakacji na Sardynii. Ma za sobą udział w wielu wycieczkach i odwiedziła już wiele hoteli na Sardynii. Łączy w sobie wiele pasji. Jest nauczycielką, podróżniczką i indianistką. Prywatnie jest mamą i uwielbia góry, nie tylko te na sardyńskiej wyspie. Inspiruje ją wszelkiego rodzaju rękodzieło oraz działanie w grupie.

Instagram